Opalanie natryskowe – kilka rad i zabawna przygoda!

Tym wpisem chcę wprowadzić trochę słońca w dzisiejszy szary i pracowity dzień. Pewnie większość z Was albo gna w poszukiwaniu prezentów, albo pichci pyszne, świąteczne potrawy. Mam nadzieję, że uda mi się sprawić, że choć na chwilę się odprężysz i uśmiechniesz pod nosem, czytając go.

Wybierając się na tegoroczne wakacje aby nie zaświecić bladą skórą i zadbać o wzrok wczasowiczów, (nie chcę aby blady blask wypalił im oczy) postanowiłam skorzystać z takiego daru techniki, jakim jest opalanie natryskowe.

Zanim przejdę do sedna, trochę Was postraszę.

Wcześniej korzystałam z solariów  lub samoopalaczy. Pierwsza opcja, niestety nie jest dla naszej skóry niczym dobrym. Promienie UVA niszczą włókna kolagenowe i elastyny, w efekcie przyspieszając starzenie skóry i nadmiernie ją przesuszając. W wyniku nadmiernego opalania  w solarium, możemy stać się nieszczęśliwymi posiadaczami przebarwień, z którymi walka jest bardzo trudna. Ostatni i najgroźniejszy skutek nadmiernego korzystania z tej opcji uzyskania opalenizny,  to rak skóry  tzw. czerniak. Solarium niestety potrafi też uzależnić, tak przyzwyczajamy się do pięknego wyglądu naszego brązowego ciała, że ciężko zrezygnować z opalania i pogodzić się z naturalnym odcieniem naszej karnacji.

Samoopalacze, nie ważne jak dobrej firmy kupiłam samoopalacz, zawsze uzyskany kolor był nienaturalny, lekko pomarańczowy, plus przy niedokładnym peelingu ciała lub nieostrożnemu nałożeniu produktu, widoczne były zacieki.

Postawiłam na sztuczną opaleniznę ale jedynym wyjściem, aby ją uzyskać nie korzystając z solarium i samoopalaczy, okazało się opalanie natryskowe. Próba nie strzelba, wszystkiego można spróbować. Decyzja podjęta! Zaczyna się przygoda😊! Rejestruje się w Centrum Terapii Laserowej i Kosmetyki we Wrocławiu przy ulicy Jaracza, co nie było łatwe, bo ruch w interesie okazał się zawrotny.  Pani po usilnych moich prośbach, wciska mnie  na jeden jedyny możliwy termin, a ja już zadowolona zacieram ręce i cieszę się, że nie będę najbledszą osobą na plaży.

Efekt opalania natryskowego w dwa dni po wykonaniu zabiegu (na zdjęciu brak jeszcze naturalnej opalenizny).

Opalanie natryskowe – Centrum Terapii Laserowej i Kosmetyki

Nadszedł sądny dzień i zostały jeszcze dwa dni do wyjazdu na wakacje. Najpierw jednak praca, później przyjemności.  I tak właśnie w drodze do pracy, okazuje się, że już nie jestem w stanie ruszyć ze świateł, bo sprzęgło mojego cudownego bolidu zapadło się do środka. Nie zostało nic innego, jak tylko szczerym uśmiechem zachęcić któregoś z kierowców, do pomocy w zepchnięciu auta na przydrożny pas zieleni, aby nie korkować jeszcze bardziej, i tak już mocno nieprzejezdnego Wrocławia. Z pomocą przybywa przyjaciel i holujemy auto na pobliski parking. W tym miejscu pragnę mu za to jeszcze raz podziękować, gdyż jest to osoba, na która zawsze mogę liczyć i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.
Do pracy jestem już spóźniona 30 minut, łapię na szczęście bezpośredni autobus do centrum i uff…. Szefa też jeszcze nie ma!

Rozmawiając z Panią przez telefon, wypytuję jak powinnam przygotować się do zabiegu. Należy w domu przed opalaniem wykonać peeling całego ciała oraz nie nakładać balsamów itp. kosmetyków, skóra musi być sucha i czysta. Jest również możliwość przeprowadzenia peelingu na miejscu, bezpośrednio przed zabiegiem. Wybór należy do nas. Powinnyśmy zabrać ze sobą jakieś luźne ubranie, które nie będzie zbytnio ocierać o nasze świeżo pomalowane ciało. Musimy się też liczyć z tym, że ubranie to będzie nosiło na sobie znamiona naszej brązowej przygodny. Na szczęście zabrudzenia spierają się bez trudu.

Wychodzę z pracy, jest upał. Nadjeżdża autobus, 15 minut jazdy i jestem na miejscu. Gabinet przyjemny, Pani przeprowadzająca zabieg także bardzo miła i pomocna. Rozkłada namiot do opalania. Wygląda on tak, jakby wielkie rodzinne igloo przeciąć na pół. Ja mam czas na to, żeby się rozebrać i wskoczyć w przygotowane dla mnie specjalne majtki. Staje w rozłożonym namiocie, a Pani kolejno spryskuje części mojego ciała brązowym specyfikiem przy pomocy, jakby to powiedział nie jeden facet, sprzętu do lakierowania auta. Samo  opalanie to dość przyjemny zabieg. Zostaję zapytana po nałożeniu pierwszej warstwy, czy efekt jest zadowalający, podkreślając fakt, że opalenizna jeszcze lekko ściemnieje. Na skórze nie czuję specjalnego dyskomfortu spowodowanego warstwą produktu do opalania. Ryzykuję i nakładamy drugą warstwę, odcień jest o wiele ciemniejszy, odpowiadający mojemu wyobrażeniu. Teraz jednak czuję już lepką substancje na ciele. Pani prosi abym przez około 15 minut pochodziła, gdyż preparat musi się lepiej wchłonąć i wyschnąć. Wcześniej  do wstępnego osuszenia preparatu, używa małej dmuchawy przypominającej odkurzacz. Zostaje sama w gabinecie i schnę.

Teraz zaczyna się zabawa! Pani wraca sprawdza czy mogę się już ubrać. Pyta czy przyjechałam autem, bo najlepiej gdybym nie musiała zakładać stanika i jechać proso do domu, gdyż preparat może się lekko zetrzeć i zostawić blade ślady. Tego bardzo nie chcę, przecież zależy mi, aby ciało było pomalowane równomiernie, ponieważ opalenizną będę chwalić się na plaży i każde niedociągnięcie będzie widoczne. Nie wspomniałam jeszcze, że w tym czasie karmiłam piersią córkę. Zatem galopująca laktacja i autobus, do tego brak stanika? Moja sukienka będzie wyglądać jak płaczący emotikon, a współpasażerowie padną ze śmiechu.
Nic, zaciągam lekko stanik tak, aby wkładki laktacyjne znalazły się na swoim miejscu i dziękuję za jeszcze pięknie opaloną skórę.
Znów autobus, duchota, cała się kleje!  Już nie tylko z gorąca, ale i za sprawą sporej warstwy nowej opalenizny! Podchodzę do biletomatu i ups. … Nie mam jak zapłacić za bilet, karta płatnicza nie działa. Może druga i ostatnia – też nie! Złośliwość rzeczy martwych, najpierw  samochód, dwie karty, jeszcze Kanara mi tu brakuje. I co, jest tak jak sobie wymarzyłam. Wchodzą dwaj smutni Panowie.

-Bileciki!

-Nie mam.

Na nic tłumaczenia, że  biletomat zepsuty albo coś jest nie tak z bankiem, bo płatności nie przechodzą, a jestem pewna że środki są. Tak to jest, jak człowiek przyzwyczai się do plastiku i nie ma przy sobie ani grosza.

-Wysiadamy, będzie mandacik.

Ja już zdenerwowana,  dziecko od dawna czeka na mnie w domu. Nagle w trakcie rozmowy z miłymi Panami czuję, że coś jest nie tak, a oni na mnie dziwnie patrzą. Pierwsza myśl-co jest? Spoglądam na sukienkę, a tutaj właśnie rysuje się płaczący emotikon,  stanik zsunął się na pas. Zlitowali się nade  mną, odpuścili mandat, dali jeszcze bilet na następny autobus.🙂
Jechać teraz autobusem?  Nie, już wystarczająco wstydu się najadłam. Dzwonię do męża, jednak dziecko śpi i nie ma jak mnie uratować. Zaciskam zęby i jadę komunikacja miejska, zasłaniając się jak mogę. Czuję jednak na sobie szyderczy wzrok pasażerów.

Dom! Nareszcie kochany dom! Czas ocenić straty! Sukienka podczas chodzenia zrobiła lekkie ślady na udach, a lekko zamocowany stanik na biuście, spowodował jaśniejsze przetarcia. Zmywać teraz to wszystko? Czy zostawić niech dzieło się dokona? Dobra! Co ma być to będzie. Ostateczny efekt, mimo tych przygód okazał się przyzwoity. Pozostały lekkie jaśniejsze plamy w miejscach, w których ciało bardziej ocierało o ubranie.

To jeszcze nie koniec opowieści. Będąc już na plaży, próbuję wyrównać sztuczną opaleniznę. W międzyczasie bawię się z córką na kucaka w wodzie, szorując kolanami po dnie. I? Tadam! Wstaje, a tu kolana świecą jak żarówki. Zafundowałam sobie solidny peeling, świeżo pomalowanej skóry 😊. Na szczęście mam jeszcze 7 dni, by popracować nad naturalnym brązem.

Kolana zakryte – chowam ubytki w opaleniźnie po brodzeniu nimi w piachu. Na wysokości stanika widać przetarcia, jakie powstały w wyniku ocierania bielizny o skórę podczas wchłaniania się preparatu.

Kilka rad! Kiedy wybieracie się na zabieg opalania natryskowego, najpierw upewnijcie się, czy auto jest sprawne 😊. Zabierzcie na prawdę luźne i wygodne ubranie. Zróbcie peeling całego ciała i nie nakładajcie balsamów. Po zabiegu przez 4 godziny nie możemy mieć kontaktu z wodą. Broń Boże, nie tykajcie garów. 8 godzin po opalaniu możecie zmyć preparat, jednak im dłużej go pozostawiamy tym efekt będzie lepszy.

Opalenizna powinna się trzymać do 2 tygodni, chyba że zrezygnujecie z kąpieli  😉, jednak dla dobra domowników nie radzę.
Opalona skóra prezentuje się najlepiej na  drugi dzień po zabiegu, gdy planujecie wyjście i chcecie wyglądać dobrze, do gabinetu umówcie się na dwa dni przed.
Starajcie się umówić wizytę zawczasu, nie na ostatnią chwilę, bo okazuje się, że zabieg jest popularny i ciężko się umówić na „hura”.

Cena. W Centrum Terapii Laserowej i Kosmetyki we Wrocławiu, za dwie warstwy nałożonego preparatu, na całe ciało poza twarzą, zapłaciłam 110 zł. Przedtem w domu sama wykonałam peeling.

Czy Wy również macie jakieś ciekawe doświadczenia, związane z korzystaniem ze sztucznych sposobów opalania? Który ze sposobów preferujecie – solarium, samoopalacz, opalanie natryskowe? A może jest jakaś inna metoda? Chętnie się dowiem!

Na koniec, chcę Wam życzyć Wesołych Świąt, przepełnionych miłością i radością. Cudownie spędzonego czasu w rodzinnym gronie. Jedzcie ze smakiem, na spalanie zbędnych kalorii jeszcze przyjdzie czas! 🙂

Pozdrawiam!

Do następnego!

Zdjęcia wykonał Paweł Kloc

Zapraszam do śledzenia i polubienia strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *